Kwi 03

GÓRALKA W MUNDURZE – zadumane wariacje inspirowane strojem

 

 


 

Zadumane wariacje inspirowane strojem.            

Stoję przed naszą szafą. Na drzwiach zawieszone są dwa wieszaki. Pierwszy z nich to poważna sprawa: mundur mojego męża. Znacie powiedzenie ,,obchodzić się jak z jajkiem”? W naszej rodzinie mundur to właśnie takie przysłowiowe jajko, tyle że Fabergé. Nawet nasza poruszająca się  z prędkością strusia pędziwiatra córka rozumie, jak wielkie ma on znaczenie i omija go szerokim łukiem. Zastanawiające jest, skąd ten respekt? Mundur to nośnik kompetencji, odzież ochronna lub, w przypadku munduru galowego, odzież reprezentacyjna. Generalnie mundur wysyła odbiorcy sygnał dotyczący pełnionej przez właściciela funkcji, przynależności do pewnej grupy społecznej, kompetencji, umiejętności i niejednokrotnie zbioru pewnych wartości, którymi kieruje się osoba nosząca mundur. Po tej trwającej ułamki sekundy zadumie (my kobiety przetwarzamy informacje z prędkością światła;) przeniosłam wzrok na drugi wieszak. Kwiecista spódnica tybetka, haftowany gorset, wykrochmalona bawełniana, biała kosula, fartuch, snurka i kórole. Inny świat. Jednak czy naprawdę aż tak różny? Czy może mój strój góralski jest dla mnie swego rodzaju mundurem?

     Dawniej strój górali podhalańskich był po prostu odzieżą – z rozróżnieniem na codzienną i odświętną. Z racji tego, że górale musieli być samowystarczalni, sami ten ubiór szyli, ozdabiali i nadawali mu swoisty charakter. Po kolorach parzenicy na portkach można było poznać wieś, z jakiej dana osoba pochodzi. W XIX wieku zafascynowane Podhalem elity nadawały ubiorowi góralskiemu funkcję stroju narodowego. Jednak jeans i nylon drugiej połowy XX wieku stopniowo wypierały tradycyjny strój z życia codziennego górali. Skoro nie spełniał już swojej podstawowej funkcji, to powinien umrzeć śmiercią naturalną. Jak telefony na korbkę, maszyny do pisania albo walkmany. Dlaczego więc nadal żyje? Pisząc żyje, nie mam na myśli egzystencji w muzealnej gablocie. Raczej jego nieustanną obecność w publicznej przestrzeni, ewolucję zdobień, wzornictwa, łącznie z przenikaniem do sfery komercyjnej.

      Pamiętam z dzieciństwa, jak maszerując w stroju góralskim przez Rynek krakowski usłyszałam od mijającego mnie turysty: ,,Ooo… krakowianka idzie!”. Jakże wielkie było moje oburzenie! Bynajmniej nie ze względu na brak sympatii do Krakowa, który kocham, a ze względu na nieświadome oderwanie mnie od mojej tożsamości. Mój strój na tamten dzień wyrażał miejsce mojego pochodzenia, moje korzenie i płaszczyznę identyfikacji. Nie był to kostium, który zakłada aktor, aby wcielić się w wyimaginowaną rolę Starka, Zagłoby czy innego Makbeta. Był to strój, czyli coś, co na stałe gości w szafie, ubierane jest jednak w konkretnych okolicznościach.

         Dzisiaj strój zakładam podczas większych świąt, przy uroczystościach okolicznościowych oraz na scenę (czyli do pracy;)). Ubierając go, nie rozważam istoty tego działania. Po prostu robię to z potrzeby serca, a nawet niejednokrotnie odruchowo. Nie czuję się do tego zmuszona. Widząc mnie w stroju góralskim, odbiorca otrzymuje podobny sygnał jak wobec osoby w mundurze: kim jestem, skąd pochodzę, co potrafię (śpiewać, tańczyć, czy mówić gwarą) oraz jakimi wartościami się kieruję (np. lokalnym patriotyzmem). Mundur to symbol pewnego obowiązku, który, będąc w stroju góralskim, również odczuwam. Staję się żywym nośnikiem (dosłownie) tradycji i kultury Podhala.

     Jednak mundur jest nadany z zewnątrz. Przez pewną organizację, instytucję, pracodawcę. Aby otrzymać prawo do noszenia munduru, należy przejść przez pewien proces edukacyjno-szkoleniowy. Prawo do noszenia munduru może zostać zawieszone, a nawet odebrane. Często mundur kojarzy się ze sferą zawodową.

     Czy mój strój góralski jest moim mundurem? Czy to moje unikatowe, wartościowe i niepowtarzalne jajko Fabergé? Nie. To zdecydowanie coś więcej. To wyraz mojej wewnętrznej decyzji, opartej na spuściźnie przodków. To moja druga skóra. I, jak mówią uszczypliwi, nawet lepiej w niej wyglądam, niż w tej, którą zdzieram na co dzień. Kiedy ją zakładam – pomimo ciasno zasznurowanego gorsetu – nareszcie zaczynam w pełni oddychać.


 Po nasemu to bedzie tak:

Choć kieby sie cłek jak fcioł poryktować, to zodne jedwobie portek bukowych ani spodnicy góralskiej nie zastompiom.  Wcora był nylon, dzisiok jes dżins a jutro moze i bedzie jaki plastik. Sukno zaś, bawełna cy tybetka jakosi sie hań wybroniom. Góralskiej dusy cza i godne łopakowanie 😉

 

,,Nie pódym do piekła,

nie podobo mi sie.

Mom piyknom spodnice,

spolyłaby mi sie!”


 

Łapka

About The Author

Folklorysta rodem z Bukowiny Tatrzańskiej. Instruktor, konferansjer i aktorka zakochana w Podhalu. Współwłaściciel marki HOP CUP.