Maj 22

W szpilkach na Giewont? Czemu nie?

 

 

 


W szpilkach na Giewont?

Czemu nie?

Można powiedzieć, że góry przyciągały ludzi od zawsze. Były, są i będą magnesem dla amatorów górskich wypraw, którzy chcą nasycić duszę pięknem przyrody.

W początkach XIX wieku droga w stronę Tatr była długa i męcząca. Najpierw koleją do Chabówki, potem dwa dni trzęsącą się góralską furmanką, pokonując wyboistą drogę do Zakopanego. Z upływem czasu turystyka rozwijała się, ale w pierwotnym okresie góry nie były łatwo dostępne, budziły respekt. Brakowało przetartych ścieżek i drukowanych przewodników oraz map, co zmuszało podróżników do korzystania z pomocy górali, wcielających się w role lokalnych przewodników. Początkowo rzadki widok damskiej sukni wreszcie przestał budzić zdumienie, a postaci kobiet w górach uwiecznił na rysunkach Walery Eljasz-Radzikowski, twórca „Ilustrowanego przewodnika do Tatr, Pienin i Szczawnic”,  opublikowanego po raz pierwszy w 1870 roku. Panie w kapeluszach, sukniach, eleganckich butach wędrowały po Tatrach, wspinały się po skałach.

 

Skoro obecnie mamy sieć znakowanych ścieżek turystycznych, wieleschronisk, gdzie można odpocząć i pożywić się, góry nie budzą w nas większych obaw, na szlakach możemy wspomóc się łańcuchami i klamrami, mijamy liczne drogowskazy wyznaczające kierunek marszu, wreszcie mamy szeroki wybór przewodników i map, a także GPS. To dlaczego nie możemy wyjść na Giewont w eleganckiej garsonce i szpilkach?

Mamy XXI wiek, przemieszczamy się szybko pod Tatry na wymarzony urlop, zabieramy kilka rzeczy – no może kilkadziesiąt: coś ciepłego, przeciwdeszczowego, coś na wieczór, strój kąpielowy (bo to nie morze, ale wód termalnych pod dostatkiem) i … mnóstwo innych rzeczy. No tak, górskie buty nie zmieściły się do walizki, ale co tam, adidasy też ujdą – jakoś damy radę… Pierwszego dnia rozruch w tatrzańską dolinkę, trampki jeszcze wytrzymały, uff. Wieczorem tańce, a rano znów w góry, ale apetyt rośnie, więc idziemy wyżej, ambitnie, kierunek: szczyty gór. Wyszliśmy z domu nieco później, więc gdy dzień powoli się kończy, my jesteśmy na szlaku, w połowie drogi. I nagle zmienia się pogoda. Deszcz, zimno, wiatr, śliskie te skały jak diabli. Coraz trudniej iść, zmęczenie robi swoje i do tego przeliczyliśmy się z kondycją. Powoli zapada zmrok, a my w górach, które jakoś mniej przyjaźnie patrzą na nas. I buty się rozkleiły, chyba trzeba iść na bosaka, ale skały kłują w nogi. Co robić? Ratunku! Ale zaraz, przecież znamy numer Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego…

Mamy XXI wiek, Internet, przewodniki, poradniki, mapy, telefony, nawigację, wyposażenie do górskich wypraw, kampanie społeczne i informacyjne dotyczące bezpieczeństwa w górach – słowem wszystko. Tylko czasami brakuje nam wyobraźni, po góralsku zwanej pomyślunkiem. Bo skoro mamy tyle możliwości, by solidnie i odpowiedzialnie zaplanować trasę, by przygotować się do górskiej wyprawy, to dlaczego często dzieje się inaczej? Przeceniamy własne siły, czy może przeceniamy urządzenia i możliwości służb ratunkowych?

Ratownicy zawsze wyruszą na pomoc, ale po co narażać ich przez własną krótkowzroczność czy lekkomyślność?  Czasami trudno sobie wyobrazić ból i rozpacz po śmierci bliskiej osoby, która straciła życie, niosąc innym pomoc w górach. A takich historii na kartach ratownictwa górskiego zapisano wiele. Zbyt wiele.

Dlatego na urlopie nie rezygnujmy z myślenia, przewidywania, przezorności, zdrowego rozsądku, nie tracąc przy tym radości z wolnego czasu i swobody zwanej po góralsku ślebodą. Grzechem byłoby nie przytoczyć góralskiego porzekadła, które trafia w punt, gdy mówimy o zdrowym rozsądku:

 

Tyn scynście mo w scynściu, jak go dostympuje,

kie wroz śnim rozumność u niego wiyrchuje

 

Z życia wzięte:  „wypasione” buty górskie na wibramie warto rozchodzić wcześniej na płaskim terenie. W przeciwnym wypadku będziemy je nieść w rękach, nie na nogach.  Wtedy już może nawet lepiej założyć te szpilki… 😉


Źródła:

Krzysztof Pisera „Jak dawniej po Tatrach chadzano”, Wyd. Tatrzański Park Narodowy, Zakopane 2007


 

Giewontka

About The Author

Etnolog, muzealnik, animator kultury, muzykant. Współwłaściciel marki HOP CUP.