Wrz 25

Dobrze jak siy koło zwyrto – o garach, iskrze i kobiecości

 

 

 

 


Dobrze jak siy koło zwyrto – o garach, iskrze i kobiecości.

 

Koło. Podobno wynalezione w IV w. p.n.e. Świat nauki sprzecza się co do miejsca jego powstania. Mówi się o terenach Azji w okolicach dzisiejszego Iraku, a nawet o… ziemiach polskich. Niezależnie od tego, gdzie wynaleziono koło, dzisiaj nie wyobrażamy sobie funkcjonowania bez tego rewolucyjnego wynalazku (zwłaszcza zaś zapaleni fani motoryzacji ;)). Koło to symbol doskonałości, harmonii, równowagi oraz pierwiastka żeńskiego. O kole właśnie – chociaż w nieco innym wydaniu – chciałabym także dzisiaj opowiedzieć.

W Bukowinie Tatrzańskiej kręci się i nabiera coraz większej prędkości pewne koło: Koło Gospodyń Wiejskich. Podejrzewam, że po przeczytaniu sformułowania ,,Koło Gospodyń”, zobaczyliście oczami wyobraźni siedzące w kręgu grono statecznych pań w chustkach na głowach, zajmujących się szydełkowaniem, tudzież pleceniem skarpet. Nic bardziej mylnego! Gospodynie bukowiańskie nie dosyć, że nie siedzą i nie pletą, to jeszcze pięknie się prezentują. Ale o tym za chwilę. ☺

            W trakcie pisania tego tekstu przyszły mi na myśl słowa o. Jana Góry: ,,Czy przypadkiem rozpacz naszych czasów nie polega na tym, że ludzie przeobrazili się w maleńkie fabryczki samorealizacji, pracujące i produkujące na własne potrzeby?”. Prawdopodobnie słowa te zostały wypowiedziane w zupełnie innym kontekście, ale myślę, że dobrze pasują do zmian, które aktualnie zachodzą wszędzie, również i na Podhalu. Zmian, które są ciężkie do zatrzymania, a niejednokrotnie są nieuniknione. Dzisiaj na Podhalu już nie ma wspólnych prucek (posiadów podczas targania pierza) czy wspólnego kiszenia kapusty. Nie ma już takiej potrzeby. Świat się zmienia i my również coraz bardziej się usamodzielniamy… A może właśnie nie? Może właśnie się uzależniamy – od wygody.

            W rzeczywistości, w której praca pochłania nas tak bardzo, że nie mamy na nic czasu, odrodziło się niedawno Koło Gospodyń Wiejskich w Bukowinie Tatrzańskiej. Z jednej strony łączy ono zwyrtne mamy, babki i ciotki, parające się tajemną sztuką kulinarną, co przez żołądki podbija nawet najtwardsze serca. Z drugiej strony jednak, dostrzegam w tych gaździnach prawdziwe kobiety sukcesu, które nieustannie działają, pracują i prą do przodu. Pisząc „sukces” mam na myśli swego rodzaju sukces osobowości.

            Dzisiaj mało jest takich wydarzeń w Bukowinie Tatrzańskiej, w których gaździny z Koła nie biorą udziału. Ich ciasta, przekąski i dania są swoistym wabikiem dla potencjalnych uczestników lokalnych imprez. Bo przecież każdy z nas wie, że podstawą udanego świętowania jest dobre jedzenie, i że „chłop głodny, to chłop zły”. Fenomen Koła polega jeszcze na tym, że jego członkinie nie tylko gotują tradycyjne podhalańskie potrawy z zachowaniem receptur sprzed kilku dekad, ale również doskonale odnajdują się w gastronomicznych nowinkach. Ciasteczka, kanapeczki, przekąski, koreczki – nic z tych kulinarnych wynalazków nie jest w stanie zaskoczyć bukowiańskiej gospodyni.

            Wartość „namacalno-jadalna” działalności Koła jest niezaprzeczalna. Nie można jednak zapominać o jego wartości społecznej. Koła Gospodyń Wiejskich niejednokrotnie stanowiły zalążki nowych struktur społecznych w miejscowości, np. to często przy nich działały (i nadal działają) zespoły regionalne czy grupy teatralne. Koła były dla nich niczym iskry zapalne.

Trzeba też zwrócić uwagę na fakt, że sprawnie funkcjonujące Koło Gospodyń Wiejskich jest nośnikiem ważnego przekazu dla młodego pokolenia, jako dowód solidarności i współpracy międzyludzkiej. Wiadomo, że co człowiek to i pogląd, i że w Kole, jak w każdej grupie, trwają różne dyskusje i nie brakuje rozbieżności zdań. Jednak bilans ostateczny, zawsze wychodzi smaczny i lekkostrawny! Współdziałanie gospodyń to także piękne świadectwo kobiecości. Otwierając gazety i portale, cały czas słyszę że kobieta nie jest do garów, tylko do samorealizacji. A tutaj proszę – są gary, tyle radości, tyle pojedzonych i przy tym tyle kobiecości! Jest to wspaniały przykład samorealizacji, która niesie korzyści także dla innych. Wydaje mi się, że praca w Kole Gospodyń  przynosi wszystkim gaździnom wielki ładunek pozytywnej energii. Przekonałam się o tym, kiedy przypadkiem weszłam na jedno z ich zebrań. Myślałam wówczas, że na scenie Domu Ludowego prezentuje się jakiś kabaret. Śmiechy nie ustawały! A przecież śmiych kozdego do śmiychu przyśmieli.

            Na terenie Podhala działa prężnie wiele Kół Gospodyń Wiejskich, co raduje mieszkańców i przybywających gości. Mnie imponuje bukowiańskie Koło, bo jak pisałam na początku, Koło się zwyrto, czyli kręci. Koło działa. Koło się również prezentuje – na każdym wydarzeniu gaździny pięknie wyglądają: poryktowane, pocesane, drycne i uśmiechniynte. Lubię na nie patrzeć z boku. Koło pozwala na wprawienie tradycji (zwłaszcza tej smaczniejszej części) w ruch. A jak wiadomo, historia k(K)ołem się toczy.

 

 


Fot. Wojciech Kubina :

 


ŹRÓDŁA:

https://wiaraprzyrodzona.wordpress.com/2015/06/22/kto-wynalazl-kolo/

http://www.dobresobie.pl/historia/311/wynalezienie-kola

  1. Góra, Alfabet Góry, Poznań: W Drodze, 2016.
Łapka

About The Author

Folklorysta rodem z Bukowiny Tatrzańskiej. Instruktor, konferansjer i aktorka zakochana w Podhalu. Współwłaściciel marki HOP CUP.