Maj 31

Jak przetrwać na góralskim weselu. 5 rzeczy, które warto wiedzieć

 

 


Jak przetrwać na góralskim weselu. 5 rzeczy, które warto wiedzieć

Jak świat długi i szeroki, podhalańskie wesela zdołały obrosnąć już w legendę. Mrożące krew w żyłach opowieści o niezmordowanym dwutygodniowym świętowaniu, czy też o bójkach na dwudziestu chłopa, mogą napawać potencjalnego odbiorcę lękiem. Dlatego przed pierwszym weselem góralskim warto się dobrze przygotować, aby nie popełnić góralskiego faux pas.

 

1. ŻYCZENIA

Młoda para wychodzi z kościoła przy akompaniamencie góralskiej muzyki. Łzy wzruszenia. Wokół pełno ludzi. Nieśmiało wychylasz głowę, aby przemieścić się szybko na tył kolejki z zapakowanym w kolorowy papier ekspresem do kawy. W głowie już układasz sprytne życzenia, coś tam o miłości, coś tam o pomyślności i prośbie, żeby panna młoda puszczała młodego od czasu do czasu na piwo. Sytuacja staje się napięta kiedy nie możesz zlokalizować końca kolejki do życzeń. Ba, Ty nawet początku tej kolejki nie ogarniasz! A to dlatego, że na góralskim weselu składanie życzeń odbywa się w trakcie części zwanej cepowinami (prawdopodobnie bardziej znaną Ci nazwą tych obrzędów są oczepiny). Zwykle cepowiny zaczynają się około 21.00.
Wtedy to młoda pani zostaje oficjalnie przyjęta do grona mężatek, poprzez symboliczne ściągnięcie wianka i założenie na głowę chustki. Całość omawianego tu rytuału ma swój ściśle określony porządek. Najpierw wkraczają pytace, potem starościny, potem druscki, potem druzbowie i wreszcie – goście. W tej sytuacji, najlepiej trzymać się zasady: „idę za tłumem”. Jeśli będziesz miał ochotę to możesz młodej pani zaśpiewać jakąś przyśpiewkę góralską. Pamiętaj jednak, żeby była w tonacji D lub G – dzięki temu muzyka (kapela góralska) bez problemu będzie mogła Ci podegrać.

2. Men in Black

Zauważasz dwóch panów w ciemnych płaszczach, którzy przyglądają Ci się uważnie. Chociaż może wyglądają jak podhalańska wersja Men in Black, to panowie w płaszczach nie zajmują się ściganiem istot z innej galaktyki przybyłych na podhalańską ziemię. Nie są to również pracownicy BOR-u, a już na pewno nie przedstawiciele Nocnej Straży strzegący Muru w granicach Siedmiu Królestw. Ci dwaj to tzw. pytace. Kiedyś, jeden starszy ujek zapytał mnie, jakie są dwie najważniejsze osoby na podhalańskim weselu. Młoda i wystraszona odpowiedziałam, że para młoda. Ujek na to: „Na ślubie moze i młodzi nowoźniyjsi, ale na weselu nowoźniyjsi som pytace.

Pytać po góralsku to prosić. Nasi pytace dawniej chodzili razem z narzeczonymi i zapraszali gości na wesele. Była to swego rodzaju mobilna wersja zaproszenia i do tego – śpiewająca! Po ich wizycie fakt, że zostałeś zaproszony na wesele, nie mógł umknąć uwadze żadnemu z Twoich sąsiadów. Pytace pełnią również nieodzowny element każdego ślubu i wesela. Ich śpiew niesie się po wsi podczas konnego przejazdu po pana młodego i do domu młodej oraz z i do kościoła. Rozpoczynają również cepowiny i w sposób humorystyczny prześpiewują się z weselnymi starościnami. Dwie najważniejsze umiejętności, którymi powinien wykazywać się się pytac to śpiew i jazda konna. Dobrze jest też, żeby był zahartowany w boju wzbogaconym o płynne procenty. I najważniejsze! Te płaszcze, to nie płaszcze – tylko cuchy.

3. Drużyna pierścienia

Prawie jak ta tolkienowska. Tylko celem tej drużyny nie jest zniszczenie pierścienia. Łatwo ją zlokalizujesz, bo jej członkowie zazwyczaj trzymają się zwartą grupą – jednak nie licz na to, że bez odgórnego namaszczenia zostaniesz przyjęty w ich grono. Skład jest zawczasu ustalony. Drużyna dzieli się na druzbów i druscki. Dawniej zadania drużyn były dużo bardziej rozbudowane. To oni pomagali młodej parze w organizacji wesela. Dziewczyny włączały się w gotowanie i strojenie sali. Później były na weselu kelnerkami. Dziś przed ślubem, pomagają młodej pani się ubrać i przystrajają drużbów w weselne ozdoby (przycinają wstążki przy cuchach, przypinają bukieciki). Jest zawsze taki moment na weselu, kiedy robi się tak jakoś puściej, ciszej, spokojniej… to właśnie wtedy drużyna wraz z młodymi jedzie na sesję fotograficzną. Wracają zazwyczaj mocno rozbawieni, niejednokrotnie ze śpiewem na ustach. Oczywiście drużyna ma swoją funkcję również na cepowinach. Ważna informacja to taka, że druscki zazwyczaj ubrane są po góralsku w ten sam sposób – czerwony gorset cekinowy i biała spódnica (w Bukownie Tatrzańskiej czerwona). Tę uwagę przekazuję w razie, gdybyś się wystraszył, że jeszcze wesele na dobre się nie zaczęło, a Ty już widzisz mnogo.

4. Dwa tygodnia świętowania

„Góralskie wesele trwa dwa tygodnie” – podszepnął Ci kolega. Przygotowałeś się więc na tę ewentualność nader skrupulatnie. Czternaście zestawów eleganckich wyjściowych i jedna bardziej casualowa – dresy (w razie gdyby któraś z zapowiadanych części miała objąć plener albo ognisko). Urlop u szefa zaklepany, a na drzwiach mieszkania wywiesiłeś tabliczkę „wracam za miesiąc” – tak profilaktycznie, w razie gdyby wesele jeszcze odrobinę się przeciągnęło. Zmartwię Cię – dzisiejsze wesela góralskie oficjalnie trwają maksymalnie 3 dni. Obejmuje to dzień ślubu, poprawiny i tak zwaną druzbiarską, czyli zabawę na trzeci dzień, dedykowaną głównie dzielnej weselnej drużynie. Dawniej wesele było wydarzeniem na całą wieś. Z racji częstych braków produktów żywnościowych, w przygotowania angażowało się całą społeczność – a to do szykowania wyrobów mięsnych, a to do rozlewaniu trunków, czy też do gotowania weselnych potraw. Oczywiście jeśli i Ty wzorem dawnych górali będziesz chciał pomóc młodej parze w przygotowaniach i w sprzątaniu, to możesz wydłużyć zaplanowany na wesele czas do jakichś 5 dni. Ale wtedy Twoją partnerką do tańca może być co najwyżej miotła.

5. Bitka! Uciekać!

Przekonany o tym, że na góralskim weselu fruwają ciupagi i inne ostre przedmioty, przezornie wykupujesz pakiet ubezpieczenia. Sprawdzasz również najbliżej położone szpitale, a w telefonie nareszcie ustawiasz kontakt ICE (in a case of emergency). Rozważasz wypożyczenie zbroi, jednak nie mają takiej w wersji garniturowej. A teraz weź głęboki oddech i… znów Cię uspokoję. Prawdą jest, że w góralach kipi gorąca krew i mają oni niezrównaną krzepę. Jednak bójki to już rzadkość na dzisiejszych weselach (są tacy, którzy nad tym gorzko ubolewają). Weselne bitki są trochę jak yeti – wszyscy wiedzą, że istnieją, każdy o nich słyszał, ale nikt ich nie widział. O konkretnej godzinie (zwykle mocno po północy) sporadycznie zdarzają się jakieś szarpaniny czy emocjonalna wymiana zdań, np. na temat tego czy diesel, czy benzyna, ale z reguły krew się przy tym nie leje. Jednak aby czuć się zupełnie bezpiecznie, staraj się nie wykrzykiwać pod adresem społeczności góralskiej jakichś negatywnych przymiotników typu: „a wy górale to jesteście sietnioki!” – bo przy założeniu, że 40% gości to górale płci męskiej, nie gwarantuję, że w tym przypadku bitki nie będzie. 🙂

Powyższe dywagacje napisałam oczywiście z przymrużeniem oka. Jednak trzeba pamiętać, że pod metaforycznym językiem tekstu (a na taki miałam właśnie wenę) istnieją głęboko zakopane ziarenka prawdy. Jeśli spotka Cię to szczęście, że będziesz mógł uczestniczyć w góralskim weselu, to jest wysoce prawdopodobne, że zostaniesz zacnie ugoszczony. Podhalańskie wesela są nadal pełne życia, żwawego tańca góralskiego i kolorowych ubrań regionalnych. Co jakiś czas tu i tam rozlega się śpiew, bo w dobrym towarzystwie nuta siy niesiy. Najważniejsze, żebyś dobrze się bawił, bo w końcu kto jak kto, ale górale bawić się potrafią!

Łapka

About The Author

Folklorysta rodem z Bukowiny Tatrzańskiej. Instruktor, konferansjer i aktorka zakochana w Podhalu. Współwłaściciel marki HOP CUP.