Lip 11

Kapelusz góralski – case study

 

 

 

 


 

Kapelusz góralski case study

Niejednokrotnie byłam świadkiem sytuacji, w której ktoś zdjął góralowi kapelusz z głowy i za każdym razem nie kończyło się to dobrze. Nie mogę się nadziwić, skąd u ludzi bierze się pomysł, żeby bez pytania zdejmować drugiej osobie jakiekolwiek nakrycie głowy? A dzieje się tak niestety często, co zwykle bywa tłumaczone chęcią przymierzenia góralskiego kapelusza czy zrobienia sobie w nim zdjęcia. Generalnie jeśli chodzi o tę część podhalańskiej garderoby, to przysłowiowe łapy lepiej trzymać przy sobie, bo nawet przymierzanie jej za zgodą właściciela i tak nie będzie zbytnio mile widziane. Z problemem tym borykają się zwłaszcza podhalańscy muzykanci, którzy czasami celowo zostawiają kapelusz w domu, żeby na graniu w karczmie się nie denerwować. Kapelusz to prywatna i osobista rzecz, warto o tym pamiętać!

To taka uwaga tytułem wstępu. A teraz przejdźmy do rzeczy. Zastanawiacie się czasem, skąd u górali muszelki na kapeluszu? Przecież wakacyjne wyjazdy nad morze to nowa tradycja, która na Podhalu przyjęła się stosunkowo niedawno. Dostępne materiały archiwalne świadczą o tym, że muszelki są od lat nieodzowną ozdobą góralskiego kapelusza. Otóż pochodziły one z importu. Prawdopodobnie nad Adriatykiem nabywali je handlujący wytwarzanym u nas płótnem Podhalanie lub – jak donosi Oskar Kolberg – zakupywano je w słowackim Kieżmarku. Trzecim prawdopodobnym źródłem pozyskiwania muszelek byli wędrowni handlarze zwani „Bośniakami”, wywodzący się z południowych departamentów monarchii austro-węgierskiej. Od końca XVIII wieku do dziś, muszelki na skórzanym pasku lub filcowej taśmie, stanowią najpopularniejszą ozdobę góralskiego kapelusza.

Nie tylko muszelki zdobią filcowy czarny kapelusz, zwany również kłabukiem. Mocnym akcentem ozdobnym jest orle pióro, które dodaje szyku, ale też ma znaczenie symboliczne – w tradycji oznaczało bowiem stan kawalerski. Tematowi orlego pióra poświęconych jest wiele góralskich przyśpiewek. Od drugiej połowy XX wieku górale zaczęli sprowadzać z zagranicy (najczęściej ze Stanów Zjednoczonych) długie pióra kondora, które zastępowały rzadkie pióra orle. Można je kupić obecnie na jarmarku w Nowym Targu albo sprowadzić z USA, nadal jest to jednak towar deficytowy. Poza dostojnym piórem orlim, z uwitym bukiecikiem z krótszych piórek, atrakcyjnie prezentują się również pióra pochodzące od dzikiego kohuta, czyli cietrzewia, od jastrzębia oraz głuszca. Ciekawą ozdobą jest kistka z sierści kozicy (trudno dostępna) czy też z sierści jelenia lub dzika. Dawniej na kapeluszach noszono również kły wilka, pazury niedźwiedzia, a nawet drobne kości zwierząt.

W kwestii przystrajania kapelusza panowie nie wykluczają ozdób roślinnych. Za pasek z muszelkami chętnie zatykane są bukieciki z kwiatów górskich (pozyskanych spoza terenu Tatrzańskiego Parku Narodowego rzecz jasna), kwiaty lilii lub gergonii (dalii ogrodowych), gałązki jodły, świerku czy limby albo też podstolu (miesiącznicy trwałej o lilioworóżowych kwiatach) – te ostatnie  szczególnie chętnie wybierają juhasi. Do nieco skromniejszych ozdób możemy zaliczyć sznurki, rzemyki, mosiężne łańcuszki czy wstążeczki.

Kapelusz dawniej pełnił różne funkcje. Był używany jako naczynie w drodze czy na bacówce. Kiedy zaszła taka potrzeba, mieścił nawet datki na ofiarę. Kostki na kapeluszu służyły do liczenia owiec w szałasie, a sam kapelusz do zbierania malin lub jagód – po prostu zawsze był pod ręką.

Do dziś kapelusze smaruje się tłuszczem, na przykład łojem, nadającym im lśniący połysk. Po co? By uzyskać wodoodporną warstwę chroniącą przed deszczem i śniegiem, a również po to, by rondo kapelusza nie wyginało się. To dobre rozwiązanie szczególnie dla fijakrów, którym trudno byłoby powozić jedną ręką, drugą przytrzymując nad głową parasolkę  – swoją drogą widok fijakra powożącego z parasolką na koźle (siedzisku w powozie) mógłby należeć do całkiem zabawnych.

Góral bez kapelusza to jak człowiek bez głowy. W tradycji góralskiej kapelusz jest atrybutem mężczyzny i nieodzownym elementem jego ubioru. W obecnych czasach stał się na Podhalu cenną pamiątką, ale bywa też i popularnym gadżetem, który można nabyć w każdym niemal sklepiku z pamiątkami. Noszą go turyści spacerujący po zatłoczonych Krupówkach i zdarza się, że w tym typowo męskim nakryciu głowy także i paniom bywa do twarzy. Czy kiedyś przeminie moda na góralski kłabuk? Jak widać  – póki co nie słabnie. Mam nadzieję, że pamięć o nim będzie obecna również w przyszłości i to nie tylko w góralskich przyśpiewkach…

Sto se jedna, sto se dwie

Stoi baca u jedle

Stoi baca pod buckiem

Cyto łowce kłabuckiem

Giewontka

About The Author

Etnolog, muzealnik, animator kultury, muzykant. Współwłaściciel marki HOP CUP.